-- 26 czerwca 2012 --
KPA to tylko element szerszego problemu.

-- Autor: Jerzy Straszewski --

Cieszę się, że wymiana zdań niezależnych ekspertów nabiera tempa i polemicznych rumieńców. Choć nie jestem ekspertem, ale jedynie- z konieczności- sądowym praktykiem, chciałbym dorzucić do tej wymiany zdań swoje trzy grosze. Nie da się bowiem ukryć, że początek 2012 roku upłynął pod znakiem wielkiego wzburzenia stanem prawa autorskiego w Polsce. Wreszcie pękła zmowa milczenia w tej sprawie, klosz pod którym była szczelnie ukrywana smutna prawda- że mamy do czynienia z dyktatem ozz, a wszelkie próby jego przełamania, obwoływano zaraz zamachem na prawa twórców. Jesteśmy świadkami smutnego końca postępowań przed Komisją Prawa Autorskiego oraz kolejnych wniosków w sprawie niezgodności ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z Konstytucją. Co z tego, póki co, wynika? Praktycznie niewiele, ale daje nadzieję, że kumulacja tych wstrząsów umożliwi wreszcie normalizację rynku prawa autorskiego i praw pokrewnych, tak oczekiwaną przez wszystkich jego praworządnych uczestników.

Cieszę się, że wymiana zdań niezależnych ekspertów nabiera tempa i polemicznych rumieńców. Choć nie jestem ekspertem, ale jedynie- z konieczności- sądowym praktykiem, chciałbym dorzucić do tej wymiany zdań swoje trzy grosze. Nie da się bowiem ukryć, że początek 2012 roku upłynął pod znakiem wielkiego wzburzenia stanem prawa autorskiego w Polsce. Wreszcie pękła zmowa milczenia w tej sprawie, klosz pod którym była szczelnie ukrywana smutna prawda- że mamy do czynienia z dyktatem ozz, a wszelkie próby jego przełamania, obwoływano zaraz zamachem na prawa twórców. Jesteśmy świadkami smutnego końca postępowań przed Komisją Prawa Autorskiego oraz kolejnych wniosków w sprawie niezgodności ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z Konstytucją. Co z tego, póki co, wynika? Praktycznie niewiele, ale daje nadzieję, że kumulacja tych wstrząsów umożliwi wreszcie normalizację rynku prawa autorskiego i praw pokrewnych, tak oczekiwaną przez wszystkich jego praworządnych uczestników.

Wina za ten opłakany stan spoczywa w zasadniczym stopniu na organizacjach zbiorowego zarządzania, które nie tylko nie potrafią porozumieć się pomiędzy sobą, zaskakując użytkowników coraz to nowymi żądaniami, ale i często pływają w dość mętnych wodach. Przykład pierwszy z brzegu- zgodnie z obowiązującymi przepisami, każdy wniosek tabelowy powinien wskazywać uzasadnienie żądanych stawek, zgodnie z przyjętymi kryteriami. Niestety, tylko nieliczne organizacje podejmują próbę wykroczenia poza wskazanie żądanej stawki. Dobitnym, negatywnym przykładem takiego działania jest wniosek złożony przez KOPIPOL, obejmujący wszystkie pola eksploatacji, przyznane tejże organizacji. KOPIPOL przyznał jednak z rozbrajającą szczerością, że… nie prowadzi zarządu na większości z nich, ale ewentualna tabela pozwoliłaby mu „przełamać opór” użytkowników, przed zawieraniem umów. Jednocześnie przedstawił Komisji Prawa Autorskiego listę jedynie kilkudziesięciu uprawnionych (niekiedy w jednym utworze współuczestniczy ich więcej…), którzy w jakimś zakresie powierzyli jej zarząd swoimi prawami i treść jednej umowy, zawartej z użytkownikiem. Nawet pozostałe, obecne w procesie tabelowym organizacje zbiorowego zarządzania nie posiadały się ze zdumienia, w odpowiedzi na argumentację KOPIPOLu o prowadzonym zarządzie prawami do utworów technicznych, poprzez ich nadawanie czy reemitowanie, uznając ją za dalece nieudokumentowaną.

Trzeba pamiętać, w obliczu istniejących sporów między uprawnionymi a organizacjami, że nie tylko konsumujemy coraz więcej dóbr intelektualnych, ale i produkuje się ich coraz więcej. Aktualna cena dóbr kultury (jakkolwiek często na wyrost nie byłoby to określenie…) musi więc odzwierciedlać nie tylko drastyczny wzrost liczby uprawnionych, ale i mnogość sposobów konsumpcji. Twórcy, dotychczas przyzwyczajeni do modelu, w którym wiele milionów obywateli siada o określonej porze do „Opola”, nadawanego w „Jedynce” muszą pogodzić się z faktem, że przynajmniej od dekady mają silną konkurencję, w postaci plejady gwiazd i gwiazdeczek, odbierających im audytorium. W takiej sytuacji utrzymanie dotychczasowych dochodów może być niewykonalne. Próbuje się więc tłumaczyć, że skoro odbiorca ma już telewizor, to musi zapłacić jednocześnie abonament radiowo-telewizyjny, licencję nadawcy naziemnemu za nadanie programu oraz reemitentowi za jego reemitowanie. Ale jak ktoś zechce obejrzeć dany utwór w Internecie, to nie dosyć, że zapłaci z góry za wszystkie ww. metody dostępu, to jeszcze, przelewem albo oglądając reklamy (z których dochody i tak trafiają w części do uprawnionego) za jego udostępnienie w sieci. Następnie, zapłaci za jego wysłuchanie w sklepie, u fryzjera, podczas reklamy w kinie, jako tło na stronie Internetowej czy w formie dzwonka w telefonie. A przecież twórca muzyki do utworu audiowizualnego otrzymuje wynagrodzenie nie tylko od końcowego użytkownika, ale także, a może przede wszystkim, od producenta utworu audiowizualnego (które stanowi jego główne wynagrodzenie). Jak i często dodatkowe, niezbywalne wynagrodzenie od nadawców, z tytułu nadawania utworu audiowizualnego. Tym samym pobiera wynagrodzenie przynajmniej dwu-, a zazwyczaj i trzy, cztero-krotnie. Analogicznie prawa będą sobie rościć: autor tekstów do muzyki, producent utworu audiowizualnego, reżyser, scenarzysta, wykonawca, producent wideogramu, nadawca i pewnie jeszcze kilku. I tak z każdym odsłuchaniem czy obejrzeniem. Wychodzi na to, że w ostatecznym rozrachunku, w przypadku reemitentów, opłaty na rzecz autorów i podmioty praw pokrewnych stanowią do… 50% opłaty abonamentowej! Wobec tego, na wypominane przez uprawnionych „wykorzystywanie” ich słabej pozycji rynkowej, należy spojrzeć na nowo. Jeśli kto kogoś tu wykorzystuje, to na pewno nie reemitent, który dostarcza treści odbiorcom, poszerzając zakres twórczości. Na tym jednak wcale nie koniec- wzrost dochodów uprawnionych ma zapewnić postępujące już poza granice rozsądku wydłużanie okresu ochrony twórczości (zgodnie z prawem unijnym, obecnie do 70 lat), oraz istniejące dysproporcje w kwotach wypłacanych uprawnionym. Problem dotyczy jednak nie tylko konsumentów, ale i przedsiębiorców. Tytułem przykładu, na reemitentów ustawodawca nałożył podatek/daninę publiczną na rzecz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, mającego wspierać polską produkcję filmową, które to środki jednak w niebagatelnej części trafiają do… organizacji zbiorowego zarządzania (w latach 2008-2010 SFP otrzymało dotacje z PISF na łączną kwotę ok. 11 mln złotych, przy zysku SFP rzędu 20 mln złotych). Wobec takich faktów trudno dziwić naszej niezgodzie na taki stan rzeczy.

Nie oszukujmy się więc- obecny rynek dóbr intelektualnych, jak każdy inny, stanowi wyłącznie grę popytu i podaży a ceny powinny odzwierciedlać poziom ich równowagi. Nie może być wątpliwości, że przy jednoczesnym umiarkowanym wzroście popytu na dobra intelektualne, wynikającym z ograniczonego budżetu konsumentów, oraz lawinowym wzroście podaży tych dóbr, wynikającym z przyjętych przez twórców modeli biznesowych, cena jednostkowa musi spadać. Działania organizacji zbiorowego zarządzania, próbujące przeciwdziałać temu spadkowi, mogą więc spotkać się wyłącznie z posądzeniami o ich antykonkurencyjny charakter. Na nieszczęście dla organizacji zbiorowego zarządzania, nie posiadają one aż takiej siły, by trendowi temu przeciwdziałać. Raczej będą musiały mu się podporządkować, analogicznie jak zrobili to już dostawcy usług (poszerzając ofertę za tą samą lub często nawet niższą cenę). W szczególności- organizacje zbiorowego zarządzania muszą przyjąć, że nieustanne rozszerzanie zakresu swojej działalności nie może prowadzić do obciążania użytkowników wielokrotnie na tej samej podstawie.

Autor

Jerzy Straszewski, Prezes PIKE

Prezes Zarządu Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej od 2003 roku. W 1991 roku był jednym z pierwszych członków - założycieli Stowarzyszenia Operatorów Telewizji Kablowych w Zielonej Górze, która w 1998 roku przekształciła się w Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Komunikacji Kablowej, a następnie w 2005 roku - w Polską Izbę Komunikacji Elektronicznej. Od 1994 roku wchodził w skład Zarządu Izby, był również członkiem Komisji...

Artykuły powiązane

Czy Komisja Prawa Autorskiego ma sens?
Mec. Wojciech Z. Dziomdziora - 16 marca 2012
Debiutując na forum Przyjaznego Prawa Autorskiego chciałbym tym samym dokonać pierwszej nieśmiałej próby podsumowania prac nowej Komisji Prawa Autorskiego. Mam w niej...

OPINIE EKSPERTÓW

Zabieram tu głos wyłącznie jako dziennikarz i sprawozdawca parlamentarny, choć raczej bez przesadnej skromności, gdyż jestem chyba jedynym...

Jerzy Papuga

Dyskusja na temat powołania tzw. sądu własności intelektualnej nabrała wyraźnie tempa z początkiem obecnej dekady. Sąd taki miałby rozpatrywać...

dr Krzysztof Felchner

W relacjach pomiędzy reemitentami kablowymi a OZZ, w związku z brakiem obowiązywania zatwierdzonych tabel wynagrodzeń, istnieje poważny problem...

Mec. Michał Markiewicz